O autorze

Publikowane w 2005:

Artykuły
Bez zmiłowania, ale z głową
Oczywiście, że chodzi o władzę
Wzięte z sufitu
Gra o asekuracyjÄ…
Ja teĹĽ zapraszam pana premiera!
Zajrzeć pod atrapę
Zbudujmy pomost!

Starsze teksty znajdziecie w Archiwum

Komentarze i felietony
Wojna na przeciÄ…ganie
IV RP coraz bliĹĽej
Psi vacat
Po PO?
ChĂłr dziewic

Starsze teksty znajdziecie w Archiwum

Felietony warszawskie
A więc, wojna!
Bajania noworoczne
Dwakroć zmyślny
Paragraf 2(1)2
Bez propagandy, rzeczowo
Ratusz bez głowy
Koalicja skwitowana
Dodawać, nie odejmować
Poker o więcej
Rura i łabędź
Feta w nieco gorzkim sosie
Proste marzenia

Starsze teksty znajdziecie w Archiwum

KsiÄ…ĹĽki


Email

Powrót do archiwum

Bliżej wyborcy

Idzie ku dobremu. Politycy zaczęli dbać o zwykłych obywateli. Może nie s± to jeszcze zbyt okazałe dowody troski, ale na pocz±tek dobre i to. Pół litra wódki, wino patykiem pisane, kiełbaska z grilla, piwo duże jasne, no i transport z miejsca zamieszkania na miejsce bankietowania i z powrotem. Jak się okazało np.w Starachowicach, bankietowano poręcznie tuż obok lokali wyborczych, żeby w przerwie między jednym a drugim łykiem wódeczki obywatel pouczony przez fundatora mógł spokojnie oddać swój głos w wyborach.

Po latach całkowitego lekceważenia wyborców przez polityków ta jaskółka nowego obyczaju wzbudziła moj± sympatię. I doprawdy nie mogę poj±ć, czemu mass-media nie przyjęły jej życzliwie? Można wręcz powiedzieć, że dziennikarze potępili polityków, dbaj±cych o swoich wyborców. Jest to mocny dowód na prawdziwo¶ć niedawnego spostrzeżenia pana ministra Sprawiedliwo¶ci, że dziennikarze przekraczaj± granice przyzwoito¶ci.

A przecież, jak wiemy choćby ze wspomnianych Starachowic, wybierani SLD-owcy posunęli się jeszcze dalej w swej trosce o elektorat. Płacili po 10-20 złotych wyborcy i jeszcze pomagali mu wypełnić kartę do głosowania. Oczywi¶cie, zapewniali także dowóz na miejsce wyborów. Ten szlachetny trud na rzecz podniesienia frekwencji wyborczej i głosowania bez błędów spotkał się ze zgryĽliwo¶ci± mass-mediów. Niezrażeni politycy poszli z ciosem. Dali niektórym swoim wyborcom pracę, co w kraju masowego bezrobocia powinno budzić uznanie. Dziennikarze znowu narzekali, że to niby w zamian za pracę trzeba było wst±pić do partii rz±dz±cej i odpowiednio głosować. Czy może jednak być inaczej? To logiczne, że obywatele czynnie popieraj± partię, która ich popiera.

Dotychczasowe standardy w polskim życiu publicznym ż±daj± poparcia dla polityków ze strony wyborców na poziomie choćby kilku głosów członków rodziny, ale nie wymagaj± żadnego poparcia polityków dla wyborców. To krzycz±ca niesprawiedliwo¶ć. Politycy nie musz± wyborcom niczego obiecywać, a następnie mog± dotrzymywać słowa. Politycy mog± też obiecać, co im tylko ¶lina na język przyniesie. Tego na pewno nie dotrzymaj±, co i czasem lepiej. Dziwi mnie, że ambitna próba zmiany tej chorej sytuacji, napotyka tyle publicznej niechęci.

Czyż nie jest uczciwiej, kiedy polityk płaci za poparcie swojej kandydatury niejako z góry, awansem? Wyborca nie oczekuje nadaremnie na to, że poseł, radny czy minister wypełni swoje obietnice w bliżej nieokre¶lonej przyszło¶ci. Najczę¶ciej okazuje się przecież, że wybrany dygnitarz nic nie mógł zrobić poza pobieraniem pensji, korzystaniem z przywilejów i godnym sprawowaniem funkcji. Wypełnienie obietnic przed wyborami wydaje mi się sensowniejsze. Oczywi¶cie, zawsze można negocjować programy wyborcze. Nie każdemu odpowiada pół litra czystej.

Powrót do archiwum